Zapisz swoję ulubione piosenki

Imie/ksywa:*

Mail

Komatarz dla przyszłych pokoleń:




I znowu, znowu rozmawiałem z tobą,
Widziałem wzrok twój miły.
Minione dni, choć zeszły juz do grobu,
Twym głosem zadzwoniły.
Czemu? Dzis inny całuje te oczy
I twoją dłoń ujmuje!
Innemu dzisiaj mówisz w mroku nocy:
Miłuje cię, miłuję!
Czy nieobłudne - powiedz mi od razu -
Są twoje całowania?
One z małżeńskiej wierności nakazu
Płyną, nie z milowania.
On nie dla ciebie - ty sie urodziłaś
Dla wielkich żądz płomienia.
Siebie mu dając, ty się nie radziłaś
Swego sumienia.
Czy dreszcz tajemny na wskroś go przenikł,
Gdy był w pobliżu ciebie,
Czy wzgardził światem, by myślą do nikąd
Prócz ciebie jednej nie biec;
Czy powitania twe chłodne przyjmował
Ze łzami i milczeniem
I czy najlepsze lata ofiarował
Dzielonym z tobą mgnieniom?
Nie! jestem pewien, wierz mi - szczęścia twego
Nie może ten zbudować,
Kto tylko piękno twych kształtów dostrzega
I twój zewnętrzny powab.
Ty go nie kochasz!... Dziś władza kryjoma
Do duszy cię przykuła,
Co żyje smutna, szczęściu nieznajoma,
Lecz jest jak miłość czuła.


Na ostrogi srebrne patrzę
I w zadumie trwam głębokiej:
Drżę o ciebie, mój latawcze,
Drżę, mój koniu, o twe boki.
Pradziadowie ich nie znali
I, tratując stepów szlaki,
Nahajami popędzali
Niepokorne swe rumaki.
Nastał jednak wiek oświaty:
Zamiast grubych obyczajów
Wprowadzono świeżej daty
Wynalazki z obcych krajów.
Dzisiaj karmią, honorują,
Cenią grzbiet, na którym siedzą...
Dawniej bili - dzisiaj kłują!...
A co lepsze - diabli wiedzą!...


Co za sens żyć!... Czy to w spokoju,
Czy w wirze zdarzeń - nuda wokół,
Wszędzie jak geniusz niepokoju,
Jak wierna żona przy twoim boku!
To rozkosz - w ciżbę wejść balową,
Siedzieć za ścianą marmurową,
Miłości, gniewu popróbować,
By raz móc o nich poplotkować,
Poznawać, kręcąc się po świecie,
Pod maską wyniosłego czoła
W mężczyźnie kłamcę i matoła,
Judasza w każdej zaś kobiecie.
A teraz, jesli łaska, stwierdź
Czy nie weselsza będzie smierć!


Koniec! To słowo dźwięczy dzwonem,
jak wiele treści w nim - jak mało!
Ostatni jęk - i załatwione,
Bez dalszych pytań: co zostało?


Zamknie sie teraz trumna przyzwoita,
Robaki nażra się do syta,
A spadkobierca twój w humorze
Pomnikiem cię przygniecie może,
Przebaczy każdą wine drobną,
Ach, co za dobroc niezmierzona!
Dla twej korzyści (i diakona)
Z pewnościa da na mszę żałobną,
Której (powiedzieć strach!), no cóż,
Nie będziesz mógł wysłuchać już.


A jesli zmarłeś w wierze świętej,
Jak chrześcijanin to w granicie
Na kilkadziesiąt lat mniej więcej
Imie twe przetrwa twoje życie.
Gdy na cmentarzu tłok powstanie,
Wtedy znów wąskie twe mieszkanie
Rozkopie czyjaś ręka smiała,
Stanie przy tobie trumna biała
I cicho legnie przy twym boku
Dziewica tkliwa! Dla sąsiada
Miła, uległa, chociaż blada...
Lecz ni w oddechu, ni we wzroku
Nic sie nie zmąci spokój twój.
Jakie to szczęście, Boże mój!