Zapisz swoję ulubione piosenki

Imie/ksywa:*

Mail

Komatarz dla przyszłych pokoleń:




I znowu, znowu rozmawiałem z tobą,
Widziałem wzrok twój miły.
Minione dni, choć zeszły juz do grobu,
Twym głosem zadzwoniły.
Czemu? Dzis inny całuje te oczy
I twoją dłoń ujmuje!
Innemu dzisiaj mówisz w mroku nocy:
Miłuje cię, miłuję!
Czy nieobłudne - powiedz mi od razu -
Są twoje całowania?
One z małżeńskiej wierności nakazu
Płyną, nie z milowania.
On nie dla ciebie - ty sie urodziłaś
Dla wielkich żądz płomienia.
Siebie mu dając, ty się nie radziłaś
Swego sumienia.
Czy dreszcz tajemny na wskroś go przenikł,
Gdy był w pobliżu ciebie,
Czy wzgardził światem, by myślą do nikąd
Prócz ciebie jednej nie biec;
Czy powitania twe chłodne przyjmował
Ze łzami i milczeniem
I czy najlepsze lata ofiarował
Dzielonym z tobą mgnieniom?
Nie! jestem pewien, wierz mi - szczęścia twego
Nie może ten zbudować,
Kto tylko piękno twych kształtów dostrzega
I twój zewnętrzny powab.
Ty go nie kochasz!... Dziś władza kryjoma
Do duszy cię przykuła,
Co żyje smutna, szczęściu nieznajoma,
Lecz jest jak miłość czuła.


Sam w nocnej ciszy i pomroce.
Skwiercząc dopala się knot świecy,
W zeszycie pióro me chroboce,
Profil rysuje w nim kobiecy.
Jak cień w całunie pochowany,
Minionych dawno dni wspomnienie
Palcem wskazuje dawne rany
I dawno zgasłe upojenie.
Słowa, co mogły treścią ciemną
Trwożyć mnie w tamten czas daleki,
Na nowo jarzą się przede mną,
Choć zapomniałem je na wieki.
I tam - szkieletów tłum ponury,
Tam moje dawne lata stoją,
A między nimi szkielet, który
Zawładnął kiedyś duszą moją.
Jak kochać oczu tych nie miałem?
Kobiecej wzgardy zimny sztylet
Przeszył mnie. Ale nie! Kochałem
Wszystko w te dni, cierpiałem tyle!...
Ten wzrok nie do zniesienia, wszędzie
Jak widmo wlokę go za sobą,
Wzrok, co do śmierci ścigać będzie;
Tak nie pokocham już nikogo.
O, nieraz jak zazdroszczę innym,
Że w ciszy, której nic nie wzruszy,
W gronie weselą się rodzinnym
I że się śmieją z całej duszy.
Mnie ciąży własny śmiech ołowiem.
Z pustyni rodzi się serdecznej.
Cóżeś mi tutaj - dziś to powiem -
Zgotował w końcu, Boże wieczny!
Czy można było pierwszą miłość
Zalać goryczą aż do głębi?
By serce fałszem się wzburzyło,
Szyderstwem chcieć ten żar wyziębić?
Pragnąłem ogień namiętności
Na inną przelać, płonąć dla niej.
Lecz pamięć? Pierwsze łzy młodości?
I cóż się wobec nich ostanie?!


I

Gdy grób mój darni okryją zielenie
I krótkie życie moje już przeminie,
W twej wyobraźni będę tylko cieniem
I ust twych szeptem o wspomnień godzinie.
Gdy o mnie głuche zapadnie milczenie
Śród ucztujących przyjaciół przy winie,
Wtedy ty w ręce swe weź arfę prostą,
Co była marzeń mych i moją siostrą.

II

I w domu ją naprzeciw okna powieś...
A gdy jesienny wiatr po strunach wionie,
To echem pieśni minionej opowie,
Gdyż dawna miłość zaklęta w jej tonie.
Lecz niech na strun tych dźwięczącej osnowie
Nie spoczną nigdy białe twe dłonie,
Gdyż ten, co w pieśni jej zaklął swe kochanie,
Wiecznie spać będzie i nigdy nie wstanie.