Nie pogardź moim lichym darem,
Choć dałem wyraz nieudolny
Nieujarzmionym serca żarom -
Porywom buntu duszy wolnej.


O! nie dla świata to pisałem -
On do uniesień niezbyt skory.
Nie! Ja nie jemu przyrzekałem
Umiłowane swe utwory.

Wiem, że to świata nie obchodzi,
Czy duch jest w smutku pogrążony,
Czy myśl pogodna dźwieki rodzi,
Kiedy ożyją w strunach tony.

Tylko twe serce pojąć zdoła,
Ty nie wydrwiłaś ran bolesnych
I dzięki tobie z mego czoła
Znikają zmarszczki trosk przedwczesnych.

Tak nad grobowcem pochylona
Młodziutka brzoza czule kryje
Granit w gałązek swych ramionach,
Gdy nawałnica nocna wyje!


Jak meteoru w noc błyskanie
Tak ja bez celu mijam.
Choć serce ciężkie niby kamień,
Lecz pod kamieniem żmija.
Od marnych uciech dar natchnienia
Ratował mnie w katuszy;
Lecz nawet szczęście - wybawienia
Nie da od własnej duszy.
Żądełem szczęścia, i śpieszyło,
By kres położyć bólom,
I nawet szczęście mi ciążyło
Jako korona królom.
Marzenia wszytskie odtrąciwszy,
Tylkom samotność zyskał,
Jak mrocznych, pustych komnat ciszy
Niegodny pan zamczyska.