TAMARA

Kim jesteś? Słów się twoich lękam!
Piekło cię śle czy aniołowie?

DEMON

Jesteś piękna!

TAMARA

Zaklinam cię, kim jesteś, powiedz!

DEMON

jam ten, któregoś w upojeniu
w ciszy nocnej wysłuchała,
jam ten, kto wzrokiem swym uśmierca
nadzieje człowieczego serca
bicz, źródło ziemskich niepokoi
książę poznania i wichury
jam wróg niebiosów, zło natury
i jestem, widzisz, u nóg twoich!
do ciebie modlę się miłością
okryty gęstej mgły tumanem
z piorunującym blaskiem w oku
dumnie latałem wśród obłoków
chcąc by żywiołów wrzawa wściekła
krzyk mego serca zagłuszyła
by mnie na jedną chwilę z piekła
mojej pamięci wybawiła
cóż ludzie? czym ich trud prawdziwy?
przyjdą na niwę, zejdą z niwy...
czeka ich sąd, sąd sprawiedliwy
czeka nadzieja i blask słońca
a mój los wiecznie rozpaczliwy
i rozpacz moja nie ma końca


Na brzegu cudowna dziewica siedziała,
Na chłopca miłego z uśmiechem spojrzała.
Wydobądź - dłoń rzecze - mój chłopcze jedyny,
Naszyjnik, dziś wpadł mi do morskiej głębiny!
Tym czynem dowiedziesz miłości swej do mnie!
W młodzianie, co kochał dziewczynę niezłomnie,
Zawrzała krew dzielna, już zmysły w nim płoną,
Bez słowa pogrążył się w otchłań spienioną.
I toczą się bryzgi perłowe s łoskotem,
I fale rwą naprzód, i pędzą z powrotem,
I znów rwą przed siebie , i bija po brzegu,
I chłopca niebawem przyniosą lubego.
O, szczęście! On żyje, uchwycił sie skały,
Ma perłę, lecz smutny jest wciąż sposępniały.
Nie ufa swym krokom, na licach kolory
I mokre na ramię spadają kędziory...
Więc powiedz, czy nie jest uczucie me szczere,
Gdym życia nie szczędził dla sznura twych pereł -
Bez słowa zdradliwej oddałem się fali,
Naszyjnik twój w grocie znalazłem z korali.
O, przyjm go! - i spojrzał oczami smutnemi
Na tę, która wszystkim dlań była na ziemi.
Jeżeli mnie kochasz, mój miły młodzianie,
Najdroższy mi koral z dna morza dostaniesz.
Młodzieniec, gdy wargi prosiły go lube,
W toń skoczył, by koral w niej znaleźć lub zgubę,
Znów toczą się bryzgi perłowe z łoskotem
I fale rwą naprzód, i pędzą z powrotem,
I znów rwą przed siebie, i biją po brzegu,
Lecz już nie przyniosą młodzieńca lubego.