1

Bądź zdrowa! - nie ujrzę cię więcej,
Dłoń dloni nie ściśnie przyjazna;
Bądź zdrowa! - już wolne twe serce,
Lecz szczęscia z kim innym nie zazna,
I wiem, przytłoczone cierpieniem,
Znów zadrży, gdy jakiś ci podszept
Przypomni znajomym imieniem
Człowieka, co dawno już odszedł!

2

Są słowa - nieważne znaczenie,
I tłum nim pogardza wyniosły -
Lecz jakże zapomnieć ich brzmienie,
Gdy z duszą, jak życiem, się zrosły;
Ukryła się przeszłość w nich na dnie,
Jak w grobie zamknęła dni swoje;
Ich sens tylko dwoje odgadnie
I drgnie na ich dźwięk tylko dwoje!

3

Byliśmy ze sobą przez mgnienie,
Lecz czym wieczność jest wobec chwili,
Gdy w niej pocałunków płomieniem
Uczucia-śmy wszystkie spalili;
Bądź zdrowa! - nie trzeba żałować
I z krótkiej miłości się smucić;
Tak trudno sie rozejść i już nie miłować
Lecz trudniej by było powrócić!


I

Gdy grób mój darni okryją zielenie
I krótkie życie moje już przeminie,
W twej wyobraźni będę tylko cieniem
I ust twych szeptem o wspomnień godzinie.
Gdy o mnie głuche zapadnie milczenie
Śród ucztujących przyjaciół przy winie,
Wtedy ty w ręce swe weź arfę prostą,
Co była marzeń mych i moją siostrą.

II

I w domu ją naprzeciw okna powieś...
A gdy jesienny wiatr po strunach wionie,
To echem pieśni minionej opowie,
Gdyż dawna miłość zaklęta w jej tonie.
Lecz niech na strun tych dźwięczącej osnowie
Nie spoczną nigdy białe twe dłonie,
Gdyż ten, co w pieśni jej zaklął swe kochanie,
Wiecznie spać będzie i nigdy nie wstanie.