Nie moja rzecz wydawać sądy,
Czy twej miłości jestem godny;
Ale łudzeniem zapłaciłaś
Za to, com śnił i com wymarzył,
I zawsze będę to powtarzał,
Że ty niesłusznie postąpiłaś.
Nie jesteś ty zdradziecką żmiją.
Tylko cię kusi wrażeń pościg.
Łatwo się daje uwieść chwilom
Twe serce skłonne do miłości;
I lubi wielu, ale szczerze
Jeszcze nikogo; w to uwierzę,
Lecz to nie powód do radości.
W dniach, gdym przez ciebie był kochany,
Mogłem nie pragnąć losów zmiany.
Raz z delikatnych ustek twoich,
Żegnając się, zerwałem całus,
Lecz w stepie suchym w czas upału
Kropla pragnienia nie ukoi.
Niechajże Bóg odzyskać da ci,
Czegoś nie bała sie utracić;
Ale... kobiety juz nie mogą
Zapomnieć uczuć tak prawdziwych
Jak moje. Pośród chwil szczęśliwych
Wspomnienie przejmie ciebie trwogą!
Może poczujesz żal tajemny,
Gdy z ostrą drwiną świat nikczemny
Przekleństwem imię me obrzuci,
Ale nie weźmiesz mię w obronę,
W obawie, żeby o współczucie
Znowu nie zostać oskarzoną.


Co za sens żyć!... Czy to w spokoju,
Czy w wirze zdarzeń - nuda wokół,
Wszędzie jak geniusz niepokoju,
Jak wierna żona przy twoim boku!
To rozkosz - w ciżbę wejść balową,
Siedzieć za ścianą marmurową,
Miłości, gniewu popróbować,
By raz móc o nich poplotkować,
Poznawać, kręcąc się po świecie,
Pod maską wyniosłego czoła
W mężczyźnie kłamcę i matoła,
Judasza w każdej zaś kobiecie.
A teraz, jesli łaska, stwierdź
Czy nie weselsza będzie smierć!


Koniec! To słowo dźwięczy dzwonem,
jak wiele treści w nim - jak mało!
Ostatni jęk - i załatwione,
Bez dalszych pytań: co zostało?


Zamknie sie teraz trumna przyzwoita,
Robaki nażra się do syta,
A spadkobierca twój w humorze
Pomnikiem cię przygniecie może,
Przebaczy każdą wine drobną,
Ach, co za dobroc niezmierzona!
Dla twej korzyści (i diakona)
Z pewnościa da na mszę żałobną,
Której (powiedzieć strach!), no cóż,
Nie będziesz mógł wysłuchać już.


A jesli zmarłeś w wierze świętej,
Jak chrześcijanin to w granicie
Na kilkadziesiąt lat mniej więcej
Imie twe przetrwa twoje życie.
Gdy na cmentarzu tłok powstanie,
Wtedy znów wąskie twe mieszkanie
Rozkopie czyjaś ręka smiała,
Stanie przy tobie trumna biała
I cicho legnie przy twym boku
Dziewica tkliwa! Dla sąsiada
Miła, uległa, chociaż blada...
Lecz ni w oddechu, ni we wzroku
Nic sie nie zmąci spokój twój.
Jakie to szczęście, Boże mój!