Dusza ma wkrótce ziemskie odrzuci kajdany.
Może już twego wzroku ujrzeć mi nie dane,
Miłego wzroku, w którym jak gwiazda nadziei
Dla mych rywali czułość twoja promienieje.
Życzę im szczęścia. Grzechem byłoby cię winić
Że mi wzbronione wszytsko, co dostają inni.
Lecz jesli miłość do mnie chciałaś skryć głęboko,
Kochać w milczeniu, łudząc mnie chłodu powłoką,
Jeśli mnie drwiącym uśmiechem pragnęłaś poruszyć,
Żal i tęsknotę tłumiąc w przepełnionej duszy,
Niechaj ci moje mroczne ukaże spojrzenie,
Czyja wina jest większa i większe cierpienie.


Samotna w niebie
Gwiazda się pali,
Wabi do siebie
Mój umysł z dali;
Mkną do niej w gości
Sny moje z ziemi,
Bo blask radości
Z wysoka śle mi!
Blask ten widziałem
W źrenic spojrzeniu,
Które kochałem
Wbrew przeznaczeniu;
Dla cierpień były
Najsłodszym lekiem,
A blaskiem lśniły
Równie dalekim.
Sen oczy kleił,
Lecz nie zmrużyłem,
I bez nadziei
Ku nim patrzyłem.