Samotna w niebie
Gwiazda się pali,
Wabi do siebie
Mój umysł z dali;
Mkną do niej w gości
Sny moje z ziemi,
Bo blask radości
Z wysoka śle mi!
Blask ten widziałem
W źrenic spojrzeniu,
Które kochałem
Wbrew przeznaczeniu;
Dla cierpień były
Najsłodszym lekiem,
A blaskiem lśniły
Równie dalekim.
Sen oczy kleił,
Lecz nie zmrużyłem,
I bez nadziei
Ku nim patrzyłem.


Dziecię, nie płacz, nie płacz, miła,
Nie warto cierpieć dlań i szlochać.
Wierz mi, pieszczota żartem była,
Wierz mi, on z nudów począł kochać!
I czyż to u nas, w Gruzji drogiej,
Przepięknych mało chłopców żyje?
Żywszy w ich oczach błyska ogień
I piekniej czarny wąs się wije!
Z dalekiej, obcej przybył strony,
Zagnała go tu losu siła.
Sławy i wojny był spragniony -
I cóż mógł z tobą znaleźć, miła?
Nieraz cię złotem obdarował,
Klął się, że nigdy się nie zmieni.
Drogo pieszczoty twe szacował,
Ale łez twoich - nie oceni!