Nadejdzie dzień - przez ludzi potępiony,
Obcy w kraju ojczystym.
Na miejscu kaźni - dumny, choć wzgardzony,
Stanę sie duchem czystym.
Winny przed światem, ale nie przed tobą,
Czekam godziny kaźni;
Cóż śmierć - Gdy serca nasze nie zawiodą,
To śmierć ich nie ujarzmi.
Miłość zwycięży przesąd i pogardę,
Bo jest taka część świata,
Gdzie nie odbierze szczęścia niecnym żartem,
Jak tutaj, brat od brata.
A kiedy wieść nadejdzie okrwawiona
Krwią mojego męczeństwa
I klaskać będzie tłuszcza upojona
Radością ze zwycięstwa,
Wtedy niech jedna choć łza twoja drżąca
Rozpłacze się nad prochem
Tego, kto w oczach twych, bardziej niż słońca,
Ze wstrzymywanym szlochem
Szczęścia młodości wyglądał błaganie;
Kto przed toba otworzył
Głębię swej duszy i wszystkie męczarnie,
Jakie dla siebie stworzył.
Ale jeżeli moje pohańbienie
Jedynie śmiech twój wzbudzi
I będziesz drwiła nad skrzywdzonym cieniem
Szyderstwem innych ludzi,
Nie zaznasz łaski. Jak czerw do twej duszy
Przylgnę, trując marzenia,
I chwila szczęścia, jak wieczność katuszy,
Będzie nie do zniesienia.
Będziesz minioną swą beztroskę śniła,
I życia każdą postać,
Przez wieczność będziesz do życia tęskniła,
Nie mogąc zmartwychpowstać.


Na brzegu cudowna dziewica siedziała,
Na chłopca miłego z uśmiechem spojrzała.
Wydobądź - dłoń rzecze - mój chłopcze jedyny,
Naszyjnik, dziś wpadł mi do morskiej głębiny!
Tym czynem dowiedziesz miłości swej do mnie!
W młodzianie, co kochał dziewczynę niezłomnie,
Zawrzała krew dzielna, już zmysły w nim płoną,
Bez słowa pogrążył się w otchłań spienioną.
I toczą się bryzgi perłowe s łoskotem,
I fale rwą naprzód, i pędzą z powrotem,
I znów rwą przed siebie , i bija po brzegu,
I chłopca niebawem przyniosą lubego.
O, szczęście! On żyje, uchwycił sie skały,
Ma perłę, lecz smutny jest wciąż sposępniały.
Nie ufa swym krokom, na licach kolory
I mokre na ramię spadają kędziory...
Więc powiedz, czy nie jest uczucie me szczere,
Gdym życia nie szczędził dla sznura twych pereł -
Bez słowa zdradliwej oddałem się fali,
Naszyjnik twój w grocie znalazłem z korali.
O, przyjm go! - i spojrzał oczami smutnemi
Na tę, która wszystkim dlań była na ziemi.
Jeżeli mnie kochasz, mój miły młodzianie,
Najdroższy mi koral z dna morza dostaniesz.
Młodzieniec, gdy wargi prosiły go lube,
W toń skoczył, by koral w niej znaleźć lub zgubę,
Znów toczą się bryzgi perłowe z łoskotem
I fale rwą naprzód, i pędzą z powrotem,
I znów rwą przed siebie, i biją po brzegu,
Lecz już nie przyniosą młodzieńca lubego.