Niechaj z poety szydzi co dzień,
Niech go oskarża świat szalony,
Nikt mu w tym przecież nie przeszkodzi,
On nie usłyszy mej obrony.
Jam dotąd dni nie dzielił z nikim,
Pieśń ma swobodnie mknie w przestworze,
Jak ptak pustynią leci dziki,
Jak łódź się ślizga po jeziorze.
Świat mnie nie wzrusza: cóż mi po nim,
Kiedy ty przy mnie siedzisz, miła,
Kiedy samotnej mojej dłoni
Czarowna dłoń twa ciepło zsyła;
Gdy, rajskie dziewczę me, jak w niebie
Z tobą godzinę tę przeżywam,
Gdy już nie cierpię - i od ciebie
Oczu na chwilę nie odrywam.


Dziecię, nie płacz, nie płacz, miła,
Nie warto cierpieć dlań i szlochać.
Wierz mi, pieszczota żartem była,
Wierz mi, on z nudów począł kochać!
I czyż to u nas, w Gruzji drogiej,
Przepięknych mało chłopców żyje?
Żywszy w ich oczach błyska ogień
I piekniej czarny wąs się wije!
Z dalekiej, obcej przybył strony,
Zagnała go tu losu siła.
Sławy i wojny był spragniony -
I cóż mógł z tobą znaleźć, miła?
Nieraz cię złotem obdarował,
Klął się, że nigdy się nie zmieni.
Drogo pieszczoty twe szacował,
Ale łez twoich - nie oceni!