Niechaj z poety szydzi co dzień,
Niech go oskarża świat szalony,
Nikt mu w tym przecież nie przeszkodzi,
On nie usłyszy mej obrony.
Jam dotąd dni nie dzielił z nikim,
Pieśń ma swobodnie mknie w przestworze,
Jak ptak pustynią leci dziki,
Jak łódź się ślizga po jeziorze.
Świat mnie nie wzrusza: cóż mi po nim,
Kiedy ty przy mnie siedzisz, miła,
Kiedy samotnej mojej dłoni
Czarowna dłoń twa ciepło zsyła;
Gdy, rajskie dziewczę me, jak w niebie
Z tobą godzinę tę przeżywam,
Gdy już nie cierpię - i od ciebie
Oczu na chwilę nie odrywam.


Jak meteoru w noc błyskanie
Tak ja bez celu mijam.
Choć serce ciężkie niby kamień,
Lecz pod kamieniem żmija.
Od marnych uciech dar natchnienia
Ratował mnie w katuszy;
Lecz nawet szczęście - wybawienia
Nie da od własnej duszy.
Żądełem szczęścia, i śpieszyło,
By kres położyć bólom,
I nawet szczęście mi ciążyło
Jako korona królom.
Marzenia wszytskie odtrąciwszy,
Tylkom samotność zyskał,
Jak mrocznych, pustych komnat ciszy
Niegodny pan zamczyska.