Niechaj z poety szydzi co dzień,
Niech go oskarża świat szalony,
Nikt mu w tym przecież nie przeszkodzi,
On nie usłyszy mej obrony.
Jam dotąd dni nie dzielił z nikim,
Pieśń ma swobodnie mknie w przestworze,
Jak ptak pustynią leci dziki,
Jak łódź się ślizga po jeziorze.
Świat mnie nie wzrusza: cóż mi po nim,
Kiedy ty przy mnie siedzisz, miła,
Kiedy samotnej mojej dłoni
Czarowna dłoń twa ciepło zsyła;
Gdy, rajskie dziewczę me, jak w niebie
Z tobą godzinę tę przeżywam,
Gdy już nie cierpię - i od ciebie
Oczu na chwilę nie odrywam.


Jakżem szczęśliwy! Jady moją krew przeżarły,
Śmiercią zagraża mi los bezlitosny!...
Daj Bóg, by to sie stało!... Bo umarły...
Nie zna udręki miłosnej.
Wśród sześciu - z desek - ścian osamotniony
Przez wszystkich zapomniany, opuszczony,
Wołania sławy nie usłyszę,
Nawet twój głos nie wtargnie w moja ciszę!...