Miłości strzeż się: krótko trwa,
Marzeniem umysł twój rozgorze,
Zabije cię tęsknota twa
I nic zmartwychwstać nie pomoże.
A ukochana, pełna kras,
Być może, odda ci swą rękę,
Lecz przemknie rączu rumak - czas,
Rozłąki wiecznej wieszcząc mękę.
I biedak, drżący i bez sił,
Spojrzysz z fotelu czy z poduszki
Na wstrętne zmarszczki, siatkę żył
Dokuczającej ci staruszki.
I gdy w powodzi gorzkich skarg
Młodzieńcza przeszłość się zamarzy,
Przypomnisz sobie czerwień warg
I świeżość tej dziś zwiędłej twarzy.
Bez druha lepiej wlec swój los
I łacniej w śmierci iść podwoje
Niż o podwójny wciąż drżeć cios
I sercem trapić się o dwoje.


Jakżem szczęśliwy! Jady moją krew przeżarły,
Śmiercią zagraża mi los bezlitosny!...
Daj Bóg, by to sie stało!... Bo umarły...
Nie zna udręki miłosnej.
Wśród sześciu - z desek - ścian osamotniony
Przez wszystkich zapomniany, opuszczony,
Wołania sławy nie usłyszę,
Nawet twój głos nie wtargnie w moja ciszę!...